Header Ads

czwartek, 19 marca 2009

No i po festiwalu - utwierdziłem się w swoim zdaniu, że ten rodzaj metalu do mnie nie trafia. Stopery do uszu się przydały, zwłaszcza przy gwieździe wieczoru - Infernal War. Generalnie warunki średnie - momentami wręcz tragiczne. Oświetlenia prawie zero. Konkretnie - jedna lampa nieruchoma w rogu pomieszczenia świecąca po plecach muzyków, jedna kula dyskotekowa u góry i jeden projektor laserowy. W zasadzie - bez lampy błyskowej byłoby ciężko. Do tego - klimat koncertu typowo klubowego, ludzie pogujący tuż pod sceną, więc momentami jedną ręką trzymało się aparat robiąc zdjęcia, drugą odpychało ludzi szalejących w pogo :P



Tekst wieczoru - na widok wchodzącego zespołu - redakcyjny kolega wołający "ratujmy norweskie pandy"* ;)

*- black metal wywodzi się z Skandynawi (głównie Norwegia). A białe twarze i duże ciemne plamy pod oczami - jak panda ;)
Zdjęcia bez obróbki - wzięte pierwsze lepsze z karty w celu zobrazowania pand :)

wtorek, 17 marca 2009

Czas zacząć na nowo to co się lubiło... koncerty, reportaze - zamiast siedziec i zastanawiac sie, gdzie to wszystko jakos przecieka przez palce.
W sumie jakos spoczalem na laurach - czas to naprawic. Poczatki poczynione - wspolpraca z Alternation, Dobermann prosi o jakas recenzje plyt, kurcze wiekszosci zespolow nie znam, nic to - nadrobi sie. Mimo, ze to umc umc w wiekszosci (w sensie, ze electro, czyli takie gotyckie tehchnio).
Do tego - odnowiona wspolpraca z rockmetal.pl, dzis w Krakowie ide na jakies szmatany, pytali sie, czy dam rade - jasne... mimo, ze akurat tego typu wokalu nie za zbytnio trawie - nic to, bedzie zabawnie ;)
Az sobie za chwile puszcze Tymona (tudzież Kur):

czy już widzisz kształty drzew?
czy rozumiesz ptaków śpiew?
czarna mewa goni białą mewę
chyba rozumiesz, co to znaczy?

czy już słyszysz łoskot fal?
czy cię nie razi słońca blask?
oto nadciągają cumulusy
z czym ci się to kojarzy?

szatan, szatan, szatan, szatan, oh yeah, oh yeah
"



TA piosanke i ten wokal mnie po prostu rozwala, ot takie sparodiowanie wszystkich tych posepnych utworow spiewanych przez panow typu jez. Nic to, zawsze to jakas odmiana po koncertach gotyckich :)
Hmm czy jest sens wogole klasc sie spac?

środa, 4 marca 2009

Z czasów archiwalnych bardzo....
Poproszono mnie o udział w sesji zdjęciowej - chodziło o zdjęcia castingowe (poglądowe) na potrzeby wyborów miss. Ot typowa "fabryka" czyli twarz, sylwetka - kilka zdjęć - następna. Czyli - nic trudnego....achaaa jasne. Miejsce akcji - pewna dyskoteka w mieście oddalonym o kilkadziesiąt km.
Wsiadamy w samochód, zajeżdzamy na miejsce - owszem dyskoteka jest, światełka się kręcą, mury dudnią od basów. Ale wokół ani obiecanych plakatów, ani banera o castingu nie ma. No nic - może w środku. Tu kolejne zdziwienie - ochrona nas wpuszcza, szef całego tego bałaganu po nas schodzi, ale tu nadal - zero jakiejkolwiek informacji o castingu. No żesz )!&)#(!)^) !#)_!#)^#!. Wybory zacne - ogólnopolskie, klub obiecał współpracę - i zapewne zapomniał, że "gwiazdy" by trzeba było poinformować o tym, że mogą nam swe wdzięki pokazać.
No nic, powstaje plan awaryjny - organizatorka będzie chodzić po parkiecie - wyłapywać co ładniejsze wysokie osóbki i ciągnąć na tortury, dodatkowo DJ zrobi nam małą reklamę. Jakoś to będzie - taaaa jakoś.
Pytamy się (objuczeni już sprzętem foto, lampami etc.) o obiecane pomieszczenie - jak mogło być inaczej, zdziwieni, że wogóle potrzebujemy pomieszczenie. Skleroza poważna choroba, czasem się zapomina, że cos się obiecało.
Zostajemy wciśnięci w dyskotekowym barze, dostajemy do dyspozycji stolik z krzesłami oraz kawałek ściany (ceglanej) z oknami co kawałek oraz kawałkiem zawieszonej zielonej szmaty. Bosko po prostu. Oczywiście - w przejściu do baru, więc co chwilę ktoś przechodzi, ktoś potrąca rozstawione lampy. Po prostu bosko.
Dziewczyny przyprowadzają pierwszą ofiarę, małe bla bla bla, zebranie informacji, proszę tu stanąć pstryk pstryk. Dziękujemy, następna...
Wokół nas - śmiechy tych co siedzą przy sąsiednich stolikach, zero warunków do jakiejkolwiek pracy, a tu jeszcze czasy nie cyfrowe, więc i materiał ograniczony.
Generalnie - koszmar, na szczęście - chyba jedyna taka "sesja" i oby więcej się nie powtórzyła. A zdjęcia - równie fatalne jak i warunki.